Inwestycje akcje obligacje
poniedziałek, 10 marca 2014
Systematyczne inwestowanie opłaca się, jeśli nie jest bierne - analiza .
Osiem słusznych decyzji w ciągu ostatnich 14 lat mogło przyczynić się do podwojenia zysków, podczas gdy bierne systematyczne oszczędzanie w ponad połowie przypadków nie pozwoliło na wypracowanie zysków, które przewyższałyby inflację.
Prawie 25,4 tys. zł – taki kapitał mógł zgromadzić inwestor, który począwszy od 2000 roku regularnie co miesiąc inwestowałby 100 zł w fundusz polskich akcji. Przy sumie dokonanych wpłat w wysokości 17,1 tys. oznacza to całkowity zysk na poziomie 48,3 proc., co przekłada się na średnią roczną stopę zwrotu rzędu 3,4 proc. Tyle wyniosła średnia dla 11 działających nieprzerwanie od tego czasu funduszy. Najlepszych fundusz osiągnął zysk lekko przekraczający 100 proc., czyli ok. 6,2 proc. średnio rocznie. Znalazł się też niestety jeden taki, który w omawianym okresie przyniósł 7,5-proc. stratę.
Prezentowane stopy zwrotu są zyskami brutto, czyli przed odliczeniem 19-proc. podatku. Gdyby go uwzględnić, średni roczny zysk dla wszystkich funduszy stopniałby do 2,76 proc., a dla tego najlepszego do ok. 5,2 proc. W latach 2000-2013 średnia roczna inflacja wyniosła 3,3 proc., a to oznacza, że realny zysk przyniosły tylko te fundusze, które odnotowały wyższe stopy zwrotu netto. W omawianym okresie było ich cztery (na 11 analizowanych).
Od funduszy akcji oczekiwałoby się jednak więcej, zwłaszcza z uwagi na wysokie ryzyko związane z tym rodzajem inwestycji. Zyski na poziomie inflacji można przecież w stosunkowo bezpieczny sposób wypracować na bezpiecznych lokatach bankowych czy obligacjach skarbowych, wystarczy aktywnie przeglądać oferty i wybierać te z najwyższymi odsetkami. W przypadku większości funduszy akcyjnych, inwestując regularnie bez oglądania się na aktualną koniunkturę rynkową, w ostatnich czternastu latach trudno było liczyć na dużo więcej, a nawet jeśli się to udało, to trzeba jeszcze było mieć nieco szczęścia, żeby trafić na ten właściwy fundusz.
Sposobem na to, żeby zwiększyć szanse na zysk, jest wykazanie minimum aktywności w zarządzaniu swoimi oszczędnościami, reagując na występujące na giełdach akcji naprzemiennie okresy hossy i bessy. Przyjęcie prostej zasady, że przy spadku indeksu WIG o co najmniej 20 proc. od poprzedniego szczytu dokonujemy konwersji na fundusz pieniężny, a gdy po jakimś czasie indeks wzrośnie o przynajmniej 20 proc. od ostatniego dołka wracamy z powrotem do funduszu akcji (płacąc przy tym ewentualny podatek od zysków i prowizje) powoduje, że w omawianym okresie średni całkowity zysk przed opodatkowaniem funduszy polskich akcji przekroczyłby 137 proc., a średnio rocznie sięgnąłby 6,2 proc. Oznaczałoby to, że z wpłaconych 17,1 tys. zł, jak w powyższym przykładzie, średnio można by było odłożyć ponad 40,5 tys. zł, czyli o ponad połowę więcej niż w przypadku inwestowania regularnego, ale biernego. Od 2000 roku naliczyliśmy cztery takie cykle, w których „sprzedawaliśmy” (po spadku WIG-u o 20 proc. od ostatniego szczytu), a następnie „kupowaliśmy” (po wzroście o WIG-u o 20 proc. od ostatniego dołka).
Przy zastosowaniu opisanej powyżej prostej formy „timingu”, czyli reagowania na bieżące wydarzenia rynkowe zgodnie z przyjętą na początku strategią, zwraca uwagę także to, że poza zdecydowanym zwiększeniem szansy na realny zysk (w omawianym przykładzie zanotowały go wszystkie fundusze), mniejsze jest też ryzyko wybrania funduszu, który będzie wypadał słabo na tle konkurencji. W przypadku systematycznego inwestowania bez zastosowania „timingu” różnica pomiędzy najlepszym a najsłabszym funduszem akcji była bowiem ponad trzykrotna (z możliwością poniesienia straty włącznie), podczas gdy po jego zastosowaniu dwukrotna.
Średnioroczne zyski funduszy akcji polskich w latach 2000-2014
Źródło: Open Finance.
Zakres procentowej zmiany wartości inwestycji czy indeksu, po osiągnięciu której zamykamy czy rozpoczynamy inwestycję, można ustalić na mniejszym poziomie od tego przyjętego w naszym przykładzie, np. na 10 czy 15 proc. Ponieważ żeby odrobić spadek o 20 proc. potrzebny jest wzrost o 25 proc., można też zróżnicować wysokość progów w zależności od tego, czy dotyczą wzrostu czy spadku. Trzeba jednak pamiętać, że na im mniejszym poziomie ustalimy progi, tym częściej będzie zachodziła konieczność dokonywania konwersji. A w przypadku, gdy będzie to związane z dodatkowymi kosztami (prowizje, podatek) może się okazać, że będzie to nieopłacalne. Dlatego w przypadku funduszy warto wybierać fundusze parasolowe, gdzie korzysta się z odroczenia podatku od zysków kapitałowych do czasu ostatecznego wyjścia z inwestycji. Warto też zawczasu dokładnie przestudiować tabele opłat i prowizji pod kątem wysokości opłat w przypadku dokonywania ewentualnych konwersji (zamian) pomiędzy funduszami.
źródło: informacja prasow, Bernard Waszczyk, Open Finance
czwartek, 6 marca 2014
Inwestowaniu w obligacje korporacyjne
Jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w inwestowaniu w obligacje korporacyjne są regularnie wypłacane odsetki, często kilkukrotnie wyższe niż na lokacie bankowej. Przy tym inwestycja pozbawiona jest stresujących codziennych wahań wartości, jak to dzieje się w przypadku akcji. O ile przeprowadzi się ją mądrze.
Ale tak jak w życiu, a zwłaszcza w finansach, nie ma nic za darmo. Ceną za wyższe odsetki jest wyższe ryzyko inwestycji, a często także jej niższa płynność. O ile w dobie bankowości internetowej lokatę możemy zerwać o każdej porze dnia i nocy, tak obligacje korporacyjne można sprzedać tylko w dni robocze, gdy działa Giełda, a i to pod warunkiem, że znajdzie się kupiec. Pod tym względem pewnym kompromisem mogą być fundusze obligacji korporacyjnych, które warunki wyjścia z inwestycji mają ściśle określone.
Z kolei niewielkie wahania wartości obligacji (na naszym rynku obligacji korporacyjnych, ich ceny zwykle oscylują w pobliżu wartości nominalnych, a nie należą do rzadkości sytuacje, gdy ceny obligacji zmieniają się mniej niż o 1-2 proc. w ciągu kilku... lat) mogą okazać się zaletą dla inwestorów ceniących spokój ducha, lecz zarazem oznacza to potencjał zysków ograniczony zwykle do wysokości oprocentowania, które obecnie w przypadku obligacji firm (bez banków) wynosi 8,35 proc. (źródło: Obligacje.pl). Akcje pozbawione są tych ograniczeń, ale oznacza to możliwość osiągnięcia zarówno ponadprzeciętnego zysku jak i równie bolesnej straty.
Natomiast korzystną – w obecnych warunkach – cechą krajowego rynku obligacji korporacyjnych jest fakt, że w zdecydowanej większości są to papiery o zmiennym oprocentowaniu, tj. opartym o stopę WIBOR plus marżę w stałej wysokości. W ten sposób oprocentowanie obligacji automatycznie rośnie lub spada zgodnie z ruchami stóp WIBOR. Ponieważ rynek raczej będzie powoli zmierzał w kierunku podwyżek stóp, niż ich dalszego obniżania, w tym konkretnym momencie konstrukcja zmiennego oprocentowania może okazać się korzystna dla inwestorów. Można powiedzieć, że dzięki zmiennemu oprocentowaniu, inwestorzy unikają ryzyka związanego z ze zmianą stóp procentowych. Nadal jednak ryzykiem pozostaje kondycja samych emitentów – spółek, które wypuszczają obligacje.
Obligacja nie jest przecież niczym innym niż dług, a o jego bezpieczeństwie decyduje zdolność spółki do obsługi zadłużenia i spłaty obligacji. Warto więc w tym miejscu przypomnieć, że tylko w 2014 r. spółki notowane na Catalyst złożyły trzy wnioski ogłoszenie upadłości układowej, z czego dwa tylko w zeszłym tygodniu. Inwestorzy o mniejszym doświadczeniu nie powinni więc łatwo ulegać pokusie stwarzanej przez obligacje o wysokim oprocentowaniu – nie ma w tym przypadku, że najbardziej ryzykowne obligacje cechują się najwyższą rentownością. Być może za cenę niższych zysków (ale wciąż znacznie wyższych niż na bankowej lokacie) warto zainwestować w obligacje firm za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych, które po pierwsze dokonają selekcji inwestycji do portfela, po drugie rozłożą ryzyko między wielu (np. 100) różnych emitentów.
Na koniec, opisując instrument inwestycyjny, jakim są obligacje korporacyjne, kilka słów o tym, czym obligacje korporacyjne nie są – nie są kolejnym egzotycznym wynalazkiem finansistów, których główną ideą było takie skonstruowanie produktu, by zarobić jak najwięcej na prowizjach. Zarówno zakup obligacji jak i otrzymywanie odsetek nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi kosztami. Nie jest to także instrument egzotyczny, choć może się tak wydawać, ponieważ nie był on dotąd zbyt popularny w Polsce. Dopiero publiczne emisje obligacji takich firm jak PKN Orlen, Getin Noble Bank czy Kruk, sprawiają, że coraz więcej detalicznych inwestorów interesuje się rynkiem, który rośnie o 30 proc. rocznie. Na świecie natomiast rynki obligacji funkcjonują równolegle do rynków akcji od dekad i są bardzo popularną formą inwestowania (przeważnie jednak w ramach grupowych form inwestowania jak ubezpieczyciele czy fundusze). Ich popularność wynika z prostoty obligacji, gdzie zysk tworzą wypłacane odsetki w wysokości przewyższającej oprocentowanie depozytów bankowych.
źródło: informacja prasowa, Roman Przasnyski, Open Finance
czwartek, 27 lutego 2014
Siedem grzechów inwestora
Jeśli chcesz by twoje oszczędności przynosiły pokaźne zyski, nie wystarczy, że dobrze je ulokujesz. Musisz jeszcze wystrzegać się złych nawyków i pochopnych decyzji – pisze Tomasz Gomółka, ekspert Banku BGŻOptima.
Kupić jednostki funduszu inwestycyjnego? Nic prostszego. Wystarczy pójść do banku, a może nawet zrobić to przez Internet. Jednak, żeby osiągnąć z tego zamierzone efekty w postaci zysków, na pewne rzeczy nie można sobie pozwolić. Poniżej lista głównych grzechów inwestorów. Nie stać cię na ich popełnianie.
Brak świadomości celów inwestycyjnych
Jeśli nie wiesz dlaczego inwestujesz, to nie będziesz w stanie dobrać finansowego produktu do swoich potrzeb. Najpierw musisz wiedzieć, po co to robisz. Znając swój cel będziesz też wiedzieć, jaki jest twój horyzont inwestycyjny, czyli na jaki czas chcesz ulokować swoje środki. To ma wpływ na wybór strategii i odpowiedniego produktu. Myślisz o emeryturze? Możesz się zdecydować na fundusze inwestujące nawet sporą część pieniędzy na giełdzie. Odkładasz na najbliższe wakacje? Lepsze będzie konto oszczędnościowe lub fundusz rynku pieniężnego.
Nieadekwatne oczekiwania dotyczące stóp zwrotu
Na pewno chciałbyś zarobić fortunę i to najlepiej w tydzień, ale musisz być realistą. Na lokacie trudno dziś dostać więcej niż 3-4 proc., a po funduszu stabilnego wzrostu nie należy spodziewać się 50-proc. zysku w skali roku. Zastanów się dobrze, ile chcesz zarobić, zobacz jakie instrumenty finansowe są w stanie przynieść taki zysk, a potem pomyśl czy jesteś gotów na ryzyko jakie się z nimi wiąże. Jeśli masz zdecydowanie wysoką awersję do ryzyka, musisz niestety zweryfikować swoje oczekiwania co do wysokości zysku. Bez przeprowadzenia takiej analizy możesz źle dopasować inwestycję i srodze się rozczarować. Czasami, oczekując, że na lokacie zarobisz kilkanaście procent, możesz nawet paść ofiarą oszustwa i wszystko stracić.
Czekanie na dogodny moment rozpoczęcia inwestycji
„Myślał indyk o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli”. To porzekadło każe się zastanowić, jak długo można czekać na wystartowanie z lokowaniem oszczędności. Nigdy nie będziesz wiedzieć na pewno, czy sytuacja za tydzień będzie lepsza, czy gorsza, czy będzie giełdowa górka, czy dołek. Zamiast czekać lepiej postawić na regularną, np. comiesięczną, wpłatę do funduszu lub w ramach programu inwestycyjno-oszczędnościowego. Wtedy nawet jeśli część pieniędzy zainwestujesz w lepszym momencie, a część w gorszym, dzięki uśrednianiu unikniesz sytuacji, kiedy wszystko wpłacisz w najgorszej chwili, albo że czekając na najlepszy czas przegapisz okazję. Pamiętaj, każdy moment jest dobry, by zacząć oszczędzać, a im wcześniej zaczniesz tym większe kwoty możesz odłożyć.
Próba wygrania z rynkiem
Oczywiście możesz próbować przewidywać trendy, kreślić wykresy analizy technicznej, czytać analizy fundamentalne, czy nawet opracować własny model prognostyczny. Jeśli jednak nie jesteś profesjonalistą, to próba przechytrzenia rynku skończy się zapewne jak gra w kasynie, które jak wiadomo zawsze wygrywa. Szczególnie, że w takich sytuacjach najczęściej ponoszą nas emocje i podejmowane decyzje niewiele wspólnego mają z racjonalnością. Zdecydowanie lepiej jest postępować zgodnie z wybraną przez siebie strategią i realizować z góry określony scenariusz. Próba przechytrzenia rynku może się skończyć jeszcze większymi stratami.
Brak planu
Musisz mieć wspomniany wyżej scenariusz. Spontaniczność w inwestowaniu to coś, o czym należy szybko zapomnieć. Trzeba się zastanowić nad wspomnianym wcześniej celem i nad tym na jaki czas możesz ulokować pieniądze. Jeśli mowa o regularnych inwestycjach to dobrze przemyśl jaką kwotę możesz odkładać. I najważniejsze: określ wcześniej jaki poziom zysku chcesz osiągnąć i na jaką stratę jesteś gotów. Działaj zgodnie z zasadą „tnij straty, a zyskom pozwól rosnąć”. Jeśli notowania spadną do założonych poziomów, to szybko zakończ inwestycję. Jeśli zaś udaje ci się wypracowywać zyski, to możesz sobie pozwolić na więcej, dając szansę na ich dalszy wzrost. Wypracowane zyski możesz oczywiście zabezpieczać w trakcie inwestycji albo poprzez ich spieniężenie albo przez przesuwanie stop lossa (czyli granicy przy której akcje są automatycznie sprzedawane, aby uchronić się przed stratą wynikającą z dalszego spadku kursu) w górę, w miarę jak inwestycja przynosi coraz większe zwroty. W ten sposób pozwalamy zyskom rosnąć, a jednocześnie wciąż mamy wszystko pod kontrolą.
Nieznajomość samego siebie
Jeśli chcesz być dobrym inwestorem, to musisz co nieco dowiedzieć się o sobie samym. Przede wszystkim trzeba znać swój stosunek do ryzyka. Szczególnie w zakresie decyzji finansowych. Nawet, jeśli lubisz ekstremalne sporty, to wcale nie oznacza, że będziesz mieć takie samo podejście do inwestycji. Można poszukać testów, które pomogą ci określić jaka jest twoja wrażliwość na straty i jakie ryzyko jesteś w stanie ponieść. Jeśli będziesz to wiedzieć, możesz tak dobrać finansowy produkt, by móc spokojnie sypiać, a w kryzysowych momentach nie będą puszczały ci nerwy i unikniesz fatalnych w skutkach decyzji. I pamiętaj - nie ma inwestycji bez ryzyka, a im większy zysk chcemy osiągnąć, tym bardziej musimy się liczyć z tym, że mogą pojawić się straty.
7. Emocjonalne reagowanie na wydarzenia okołorynkowe
Na rynku finansowym liczą się dwie emocje: strach i chciwość. I one będą wpływać na twoje zachowania w stopniu nawet większym, niż jesteś sobie w stanie wyobrazić. Kiedy rynek będzie rósł, twoja chciwość, będzie ci podpowiadała „dokup jeszcze, najlepiej za wszystko co masz, zarobisz więcej”. Tyle tylko, że takie emocje pojawiają się często na giełdowych szczytach, tuż przed odwróceniem się trendu. Czasami z kolei wpadniemy w szpony strachu i kiedy akcje rosną obawiamy się, że pewnie po naszej wpłacie przestaną, że to nie jest dobry moment na inwestycję i tym sposobem możemy przegapić dobrą okazję. Chciwość i strach zwykle też pojawiają się w przypadku giełdowych spadków. Gdy ceny akcji lecą w dół, z jednej strony pojawia się chciwość, która podpowiada, że może warto kupić teraz, gdy jest taniej niż jeszcze niedawno, a z drugiej strony towarzyszy nam strach, czy spadek nie będzie głębszy.
Pamiętaj, że mózg jest bardzo wybiórczy. Jeśli działamy pod wpływem dużych emocji, podejmujemy nieracjonalne decyzje. Widzimy wtedy tylko te fakty, które są zgodne z naszymi emocjami, a ignorujemy te, które im przeczą. Jeśli chcesz być skutecznym inwestorem panuj nad sobą. Wyłącz emocje i postępuj zgodnie z opracowaną strategią. W końcu chodzi o twoje własne oszczędności.
źródło: informacja prasowa
czwartek, 13 lutego 2014
Rynek akcji najlepszy w Wenezueli.
Indeks giełdy w Caracas wzrósł w ubiegłym roku o 452%. Był to jedyny na świecie trzycyfrowy wzrost.
Na Caracas Stock Exchange notowanych jest zaledwie 60 spółek, a w skład głównego indeksu wchodzi zaledwie 15 – mimo, że giełda formalnie istnieje już od 1947r. W ostatnich latach jej rozwój skutecznie powstrzymywały rządy anty-kapitalistycznego prezydenta Hugo Chaveza.
Pomimo tego eksperci uważają, że to nie zmiana przywództwa politycznego w Wenezueli – Chavez zmarł w marcu, a zastąpił go Nicolas Maduro - miała wpływ na ten niesamowity wzrost wartości tamtejszych spółek w 2013r. – Inwestorzy krajowi panicznie szukali miejsca, w którym mogliby ochronić swój kapitał przed szalejącą inflacją. Kupowali więc akcje miejscowych spółek. Tymczasem płynność giełdy w Caracas nie jest duża, stąd niezwykle dynamiczny wzrost wartości firm – tłumaczą analitycy z firmy Barclay’s Wealth.
Wzrost indeksu do 2,737 mln pkt. pod koniec 2013r. spotkał się z reakcją władz giełdy. Postanowiły one, że wraz z początkiem 2014r. dokonają tzw. index split. Obecnie jest on na poziomie 2,760 pkt. – Władze wenezuelskiej giełdy prawdopodobnie nie chciały, by wystraszone inflacją społeczeństwo także na wykresach widziało duże liczby. To zagranie psychologiczne – uważa Tyler Durden, analityk portalu zerohedge.com.
Wśród dziesięciu indeksów giełdowych, które zachowały się najlepiej w 2013r. jest kilka niespodzianek. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na to, że po raz drugi z rzędu w tej grupie znalazła się giełda w Karaczi (Pakistan). W 2012r. indeks tamtejszej giełdy w lokalnej walucie wzrósł o 48,9% (37% w USD).W 2013r. o blisko 32% – Pierwsza zmiana demokratycznie wybranych władz przebiegła w sposób bezproblemowy. Zachęciło to zagranicznych inwestorów, którzy mają blisko 40% akcji notowanych w Karaczi – stwierdził analityk Topline Securities Vahaj Ahmed w rozmowie z pakistańskim dziennikiem „The Express Tribune”.
Drugi największy wzrost na świecie zanotowały akcje japońskich spółek, które podrożały o połowę. Przez
długie lata nie mogły wydobyć się z marazmu – w ubiegłym roku zrobiły to z przytupem. Inwestorzy poszukiwali bowiem stabilnych firm, byli wciąż zniechęceni do firm europejskich, a nieufni jeśli chodzi o dalsze trwanie hossy w USA.
Trzecie miejsce, zupełnie niespodziewanie, zajęła Islandia. W gronie 10 najlepszych indeksów 2013r. znalazły się też wskaźniki z krajów próbujących wyjść z kryzysu gospodarczego i finansowego – mowa o Grecji (wzrost o 34,5%) oraz Irlandii (35,2%).
Przypomnijmy, że 2013r. był bardzo dobry dla rynku akcji. Indeks MSCI All-Countries wzrósł o 23,44% Indeks pokazujący zachowanie spółek z rynków rozwiniętych – MSCI World – o 27,37%. Jedynie ci, którzy postawili na rynki wschodzące mogą czuć się zawiedzeni – MSCI Emerging Markets spadł o 2,27%.
Polscy inwestorzy mają łatwy dostęp do inwestowania jedynie w indeks Nasdaq i japońskie spółki. Kontrakty futures na Nasdaq znajdują się w ofercie niemal każdego domu maklerskiego oferującego dostęp do rynku forex i kontraktów terminowych. Z kolei zagraniczne firmy inwestycyjne takie jak Schroders, BlackRock, Fidelity, Franklin Templeton, za pośrednictwem wybranych domów maklerskich i działów private banking, oferują szerokie spektrum funduszy inwestujących w małe, średnie i duże firmy z Kraju Kwitnącej Wiśni. W akcje firm z Afryki polscy inwestorzy mogą inwestować za pośrednictwem jednego krajowego (Noble Funds) i trzech zagranicznych (WIOF, Nordea, Templeton) funduszy.
źródło: informacja prasowa
czwartek, 6 lutego 2014
Czy warto zainwestować w obligacje Organiki?
Malborskie Zakłady Chemiczne Organika S.A., czołowy na rynku europejskim producent pianki poliuretanowej, rozpoczął emisję trzyletnich zabezpieczonych obligacji o stałym oprocentowaniu 8,25 proc. Zapisy będą przyjmowane do 18 lutego 2014 r., a oferującym jest Invista Dom Maklerski. Jest to jedna z pierwszych w Polsce ofert publicznych przeprowadzanych w oparciu o memorandum informacyjne.
Organika zajmuje czołową pozycję na rynku produkcji pianki poliuretanowej. W Polsce posiada około 20 proc. udziałów w rynku, jednocześnie jest trzecim największym producentem w Europie. Główny produkt Spółki wykorzystywany jest przede wszystkim w przemyśle meblarskim, do wyrobu mebli tapicerowanych i materacy. Poprzez spółkę zależną wytwarza także specjalne pianki techniczne, które mają zastosowanie w branży motoryzacyjnej.
„W III kwartale zwiększyliśmy przychody ze sprzedaży do 116 mln zł, co stanowi wzrost o około 22 proc. wzrost r/r. Skutecznie zmniejszyliśmy koszty zarządzania spółką, zarówno na poziomie sprzedaży jak i zarządu, co przełożyło się na wyraźną poprawę wyników finansowych na poziomie operacyjnym i zysku netto. Pieniądze pozyskane z emisji zabezpieczonych obligacji serii D zostaną przeznaczone na zwiększenie kapitału obrotowego, co pozwoli nam na dalszy rozwój i optymalizację działalności Spółki”. - powiedział Prezes Zarządu Malborskich Zakładów Chemicznych Organika SA, Dariusz Kwieciński
Organika z trwającej do 18 lutego emisji obligacji zamierza pozyskać do 10 mln zł, które będą przeznaczone na zwiększenie kapitału obrotowego Spółki. Oferowanych jest do 10 000 trzyletnich, zabezpieczonych obligacji o stałym oprocentowaniu, wynoszącym 8,25 proc. Okres odsetkowy wynosi 3 miesiące. Więcej informacji o ofercie i Spółce znajduje się na stronie internetowej Emitenta i Oferującego, którym jest Invista Dom Maklerski.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


